Dzień był strasznie monotonny, siedziałem na korytarzu szkolnym patrząc przez okno po którym spływały krople wody, padał deszcz. Rozległ się dzwonek, wszyscy przerwali swoje poprzednie zajęcia i ruszyli do sal, ja zrobiłem to samo. Tradycyjnie zająłem ostatnią ławkę, nie ma Bady'yego więc nie miałem z kim gadać, reszta to zupełne lamusy... na szczęście już ostatnie kilka miesięcy. Do klasy weszła nauczycielka i zaczęła się lekcja. Jakoś tak pod koniec weszła dyrektorka z jakąś dziewczyną.
- Kochani, to wasza nowa koleżanka. Przeprowadziła się do nas z Warszawy, chciałabym, abyście ją miło przywitali. - uśmiechnęła się. Nikt nie wyglądał na jakoś specjalnie uradowanego, dziewczyna usiadła w wolnej ławce.
Po krótce lekcja dobiegła końca, większość wyszła już z klasy, część jeszcze się pakowała. [...] Siedziałem przy stoliku koło szatni, naprzeciw mnie siedziała też Ashlynn, przeglądała coś w telefonie. Był też Boby, Mike, Alan, Roksana i Doris - największe debile w szkole. Wcale się z tym nie kryli że obgadują nową dziewczynę.
- Wierz mi, nie będziesz miała tu życia. - powiedziała Doris, uśmiechając się wrednie.
- A widziałaś te paznokcie? Nie pomalowane. - wszyscy wybuchnęli śmiechem.
Dziewczyna wstała i szybko odeszła, weszła do szatni.
- Z was to jednak debile. - stwierdziłem, wstałem, ruszyłem za dziewczyną. Siedziała pod ścianą, usiadłem koło niej. - Hej. - uśmiechnąłem się lekko. - Maks jestem.
- Ashylnn. - odwzajemniła lekko gest.
- Nie przejmuj się nimi, debile. - stwierdziłem.
- Dzięki...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz