- Hej, Ash, czekaj! - zawołałem podbiegając do niej. - Odprowadzę cię. - zaproponowałem gdy byłem już koło niej.
- Nie wiem czy to dobry pomysł. - lekko się skrzywiła.
- Czemu? Nigdy nie chciałaś żebym cię odprowadził. Nie wiem, wstydzisz się mnie czy coś?
- Nie Maks, to nie tak. - odgarnęła kosmyk włosów za ucho. - Dobrze... chodź. - złapała mnie za rękę i pociągnęła za sobą.
Stanęliśmy przed niewielkim jednak zadbanym domem. Zauważyłem na twarzy dziewczyny jakby ulgę, tylko nie wiem dlaczego...
- Może wejdziesz? - spytała.
- No nie wiem. - westchnąłem lekko.
- Oj no chodź. - uśmiechnęła się łapiąc mnie za rękę.
- No okej. - odwzajemniłem uśmiech.
Dziewczyna zaprowadziła mnie do swojego pokoju, tam usiedliśmy na łóżku i głównie rozmawialiśmy. Co chwilę ocierał się o mnie jej kot, domagał się pieszczot. Nim się zorientowaliśmy, zrobiło się ciemno. Nagle usłyszeliśmy trzask drzwi.
- O nie. - szepnęła pod nosem, w jej oczach pojawił się strach.
- Co się stało? - spytałem nie zbyt rozumiejąc.
Nagle rozległ się głos mężczyzny wołający dziewczynę, po chwili do pokoju wszedł mężczyzna, był pijany. Dziewczyna wstała i próbowała wyrzucić go z pokoju, wstałem i właśnie wtedy mężczyzna dał jej w twarz. Od razu odepchnąłem go lekko od niej, wyrzucając z pokoju. Od razu kucnąłem przy dziewczynie.
- Nie płacz. - szepnąłem i przytuliłem ją. Początkowo lekko mnie od siebie odepchnęła, spojrzała mi w oczy, ponownie po jej policzku spłynęły łzy, przytuliła się do mnie.
- Tak jest codziennie, rozumiesz? Codziennie! Nawet jeszcze gorzej, niedawno... nie-niedawno... - nie mogła tego z siebie wydusić. - Próbował mnie zgwałcić. - wybuchnęła płaczem.
- Już ci nic nie zrobi. - szepnąłem jeszcze mocniej przytulając. - Obiecuję. - dodałem.
- Nie obiecuj... jeśli wiesz że tego nie dotrzymasz...
- Czemu tak myślisz? - spytałem.
- Znam go, on ci nie da spokoju... najlepiej po prostu stąd wyjdź i udawajmy że się nie znamy. - mruknęła łamiącym się głosem, czułem na karku jej ciepły oddech.
- Nawet tak nie mów, chodź, pojedziemy do mnie... nie pozwolę ci tu zostać.
Dziewczyna po dłuższej chwili podniosła się z ziemi, spakowała najpotrzebniejsze rzeczy dla siebie i Flo, złapałem ją za rękę, zeszliśmy na dół. Jej ojciec siedział przy stole i pił wódkę, nawet nie zauważył gdy wyszliśmy.
Prawdziwa historia
poniedziałek, 18 kwietnia 2016
niedziela, 17 kwietnia 2016
Rozdział 1
Dzień był strasznie monotonny, siedziałem na korytarzu szkolnym patrząc przez okno po którym spływały krople wody, padał deszcz. Rozległ się dzwonek, wszyscy przerwali swoje poprzednie zajęcia i ruszyli do sal, ja zrobiłem to samo. Tradycyjnie zająłem ostatnią ławkę, nie ma Bady'yego więc nie miałem z kim gadać, reszta to zupełne lamusy... na szczęście już ostatnie kilka miesięcy. Do klasy weszła nauczycielka i zaczęła się lekcja. Jakoś tak pod koniec weszła dyrektorka z jakąś dziewczyną.
- Kochani, to wasza nowa koleżanka. Przeprowadziła się do nas z Warszawy, chciałabym, abyście ją miło przywitali. - uśmiechnęła się. Nikt nie wyglądał na jakoś specjalnie uradowanego, dziewczyna usiadła w wolnej ławce.
Po krótce lekcja dobiegła końca, większość wyszła już z klasy, część jeszcze się pakowała. [...] Siedziałem przy stoliku koło szatni, naprzeciw mnie siedziała też Ashlynn, przeglądała coś w telefonie. Był też Boby, Mike, Alan, Roksana i Doris - największe debile w szkole. Wcale się z tym nie kryli że obgadują nową dziewczynę.
- Wierz mi, nie będziesz miała tu życia. - powiedziała Doris, uśmiechając się wrednie.
- A widziałaś te paznokcie? Nie pomalowane. - wszyscy wybuchnęli śmiechem.
Dziewczyna wstała i szybko odeszła, weszła do szatni.
- Z was to jednak debile. - stwierdziłem, wstałem, ruszyłem za dziewczyną. Siedziała pod ścianą, usiadłem koło niej. - Hej. - uśmiechnąłem się lekko. - Maks jestem.
- Ashylnn. - odwzajemniła lekko gest.
- Nie przejmuj się nimi, debile. - stwierdziłem.
- Dzięki...
- Kochani, to wasza nowa koleżanka. Przeprowadziła się do nas z Warszawy, chciałabym, abyście ją miło przywitali. - uśmiechnęła się. Nikt nie wyglądał na jakoś specjalnie uradowanego, dziewczyna usiadła w wolnej ławce.
Po krótce lekcja dobiegła końca, większość wyszła już z klasy, część jeszcze się pakowała. [...] Siedziałem przy stoliku koło szatni, naprzeciw mnie siedziała też Ashlynn, przeglądała coś w telefonie. Był też Boby, Mike, Alan, Roksana i Doris - największe debile w szkole. Wcale się z tym nie kryli że obgadują nową dziewczynę.
- Wierz mi, nie będziesz miała tu życia. - powiedziała Doris, uśmiechając się wrednie.
- A widziałaś te paznokcie? Nie pomalowane. - wszyscy wybuchnęli śmiechem.
Dziewczyna wstała i szybko odeszła, weszła do szatni.
- Z was to jednak debile. - stwierdziłem, wstałem, ruszyłem za dziewczyną. Siedziała pod ścianą, usiadłem koło niej. - Hej. - uśmiechnąłem się lekko. - Maks jestem.
- Ashylnn. - odwzajemniła lekko gest.
- Nie przejmuj się nimi, debile. - stwierdziłem.
- Dzięki...
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)